O czym jest ta książka?

Akcja książki „Gdzie zakopano topór” dzieje się w niedalekiej przyszłości. Na zachodzie Europy i w państwach zachodnich rządzą tak zwani Premierzy — Premierzy przez duże „P”. Są to sztuczne inteligencje stworzone specjalnie po to, aby sprawować władzę.

Główna część akcji rozgrywa się jednak w Federacji, czyli tak naprawdę w Rosji. Tam z kolei rządzi Prezydent — również przez duże „P”. Formalnie ten Prezydent się zmienia, ale w praktyce pozostaje ten sam. Bez spoilerów nie będę mówił nic więcej.

Jest to zdecydowanie książka dystopijna, czyli pokazująca niezbyt pozytywną wersję przyszłości. Społeczeństwo rosyjskie jest tam bardzo mocno inwigilowane i podsłuchiwane. Nawet we własnym domu nie można powiedzieć czegoś złego, bo można stracić punkty — specjalne punkty obywatelskie, które każdy zdobywa za dobre zachowanie, a traci za złe. Im mniej punktów, tym trudniejsze życie.

Taki jest właśnie świat tej powieści. Poznajemy w nim kilku bohaterów i obserwujemy zmiany, które zaczynają zachodzić zarówno na Zachodzie, gdzie Premierzy zaczynają „szaleć”, jak i w Federacji, gdzie Prezydent również mierzy się z pewnym problemem.

Komu ta książka może się spodobać?

Myślę, że przede wszystkim fanom dystopii i fantastyki bliskiego zasięgu. To książka stosunkowo nowa, wydana w 2025 roku, więc porusza tematy, które są nam bardzo bliskie: sztuczną inteligencję, którą już trochę znamy, wojnę z użyciem dronów, skojarzenia z wojną w Ukrainie, inwigilację, geopolitykę i ogólnie współczesne lęki związane z technologią oraz władzą.

To nie jest fantastyka kosmiczna ani bardzo odległa wizja przyszłości. To raczej fantastyka socjologiczna, która bierze obecne tematy i przesuwa je o krok dalej. Pokazuje świat, który może wydawać się przesadzony, ale jednocześnie ma w sobie coś niepokojąco realistycznego.

Książka jest też krótka — polskie wydanie ma 232 strony. Po przeczytaniu miałem poczucie, że można by jeszcze pewne rzeczy rozwinąć, wyjaśnić i mocniej rozbudować ten świat. Z drugiej strony ta minimalistyczna forma też ma swoje zalety. Dzięki temu książkę czyta się szybko i bez poczucia, że autor niepotrzebnie wszystko rozciąga.

Komu ta książka może się nie spodobać?

Na pewno nie jest to książka dla każdego. To dystopia, więc dla części osób może być zbyt pesymistyczna albo zbyt realistyczna. Trzeba się z tym liczyć.

Moim zdaniem nie była aż tak bardzo pesymistyczna, bo wiedziałem, po jaki gatunek sięgam. Spodziewałem się, że będą smutne momenty, że bohaterowie będą ginąć i że świat przedstawiony nie będzie szczególnie przyjemny. W porównaniu z tak klasyczną dystopią jak „Rok 1984” Orwella, ta książka jest nawet w pewnym sensie bardziej optymistyczna. Orwell to jednak dużo bardziej hardkorowy pesymizm.

Nie polecałbym jej też osobom, które szukają bardzo wartkiej, skomplikowanej akcji, dużej przygody albo science fiction z kosmosem. Tego tutaj nie ma. To jest fantastyka bliskiego zasięgu, bardziej socjologiczna, skupiona na świecie, systemie, władzy i technologii niż na widowiskowej akcji.

Moja ocena

Oceniam tę książkę na mocną czwórkę. Podobała mi się przede wszystkim sama wizja świata. Jest w niej coś realistycznego — takie poczucie, że pewne rzeczy rzeczywiście mogłyby pójść w tym kierunku.

Bohaterowie nie są może szczególnie wyraziści. Tak naprawdę tylko jeden bardziej przypadł mi do gustu i był to, teoretycznie, ten, który inteligencją nie grzeszył. Ale był taki konkretny, prosty, trochę „do rany przyłóż” — i przez to zapadał w pamięć.

Jeśli ktoś ma ochotę na bardziej realistyczną fantastykę bliskiego zasięgu, dystopię i opowieść o rzeczach, których dzisiaj trochę się boimy — rosnącej potędze AI, braku decyzyjności ludzi, inwigilacji, współczesnej polityce i geopolityce, szczególnie w kontekście Rosji — to ta książka może mu się spodobać.

Ja zwykle wybieram raczej kosmiczne science fiction, więc „Gdzie zakopano topór” było dla mnie pewną odskocznią. Tym bardziej że książka jest krótka, co uważam za jej dużą zaletę. Bardzo dobrze się ją czyta. Ma krótkie rozdziały, dobrze płynie, momentami jest melancholijna, ale nie męczy.

Na piątkę jednak u mnie nie zasłużyła. Nie zachwyciła mnie czymś aż tak mocno, żebym dał najwyższą ocenę. Ale w szkolnej skali to zdecydowanie mocna czwórka.